czwartek, 25 sierpnia 2016

SuperAudioCD, DTS-HD, SuperHD, TrueHD, ADHD... czyli o muzyce "wysokiej jakości"

Dzisiaj, drodzy czytelnicy, porozmawiamy o formatach audio. Tak, n-ty raz, natomiast ostatnio musiałem  przeżyć w pracy kilka drastycznych spotkań z różnymi audiofilami, chciałbym więc podzielić się wrażeniami. Tym razem mowa będzie o formatach audio. Oczywiście, jak pod prawie każdym z naszych blogowych artykułów, tak i pod tym kryje się jakiś artykuł, tym razem nie będzie on główną atrakcją, ale dla porządku przytoczę: Artykuł >>klik<<  a dla pokolenia tl;dr jego streszczenie: Streszczenie >>klik<< Rzecz się ma o tym, jak jeden z doktorów AESu udowadnia zasadność istnienia zaawansowanych formatów audio i muzyki "wysokiej rozdzielczości", czyli czegoś, co spędza sen z powiek rzeszom audiovoodoo fanatyków na świecie.


O formatach, kompresji i jej "ważności" popełniono już tyle artykułów, że aż wstyd do tego wracać, dlatego ja skupię się na wyśmiewaniu, nie na pseudonaukowej analizie. Pomówmy o nazwach w temacie artykułu (ostatni format to oczywiście żart). Dużo marketingu, różne kompilacje słów "Super", "True", "HighResolution" i oczywiście "HD", i na tym się w zasadzie kończy, chyba że przejdziemy już na głębszy poziom piekła, rozpatrując różnicę między audio 44.1 kHz a 96 kHz próbkowania.. Tak, napiszę to nawet dużymi literami:

MARKETING

Rzecz w tym, żeby zachować zdrowy rozsądek. Może jeszcze sklasyfikuję swój profil słuchacza - potrafię usłyszeć różnicę między mp3 a WAVem, natomiast obce są dla mnie niuanse artykulacyjne i wybitna dynamika Twojego wzmacniacza lampowego za xxx tys. Ale do rzeczy - przezabawne jest żonglowanie przez producentów różnymi HDprzedrostkami i udowadnianie, jak dobry jest ich format. Pozwolę sobie uprościć:

MP3 >> WAV >> SACD (itp. jak DVD audio)

Oczywiście nie ma co przesadzać że "wszystko jedno", bo nawet taki neofita w branży audiofilskiej jak ja (indoktrynowany z konieczności)  potrafię usłyszeć różnicę między formatem mp3 a wav, mimo że nauka i każde mędrca szkiełko i oko twierdzi że jej nie ma, natomiast rozpatrując różnicę między dwoma identycznymi płytkami, za to jedną w teoretycznym HD-formacie... no, jakby mniej. Inaczej się ma sprawa w ostatnim z  wymienionych przeze mnie, czyli SuperAudioCD i temu podobnych (jak DVD audio, kilku producentów próbuje rozwijać ten standard z różnymi nazwami). Tu owszem, nawet totalnie niewprawione ucho jest w stanie zauważyć inną jakość, natomiast nie jest to sprawa szczególnej magii formatu i wyjątkowo małej kompresji (chyba ulubione słowo przy dyskusji o formatach audio), a innego sposobu nagrywania. Płyty "normalne" są zwyczajnie ugrzeczniane przy procesie masteringu tak, żeby brzmiały dobrze przy możliwie każdej jakości sprzęcie, natomiast SACD to nieco inny sposób zapisu i nagrywania, dzięki czemu rozwija skrzydła na sprzęcie wysokiej jakości, podobny efekt jak przy odsłuchu płyt winylowych..

Bardzo chętnie nawiążę dyskusję na ten temat, dopóki pozostaniemy w sferze realnej. Przytoczony przeze mnie artykuł wydawał się na pierwszy rzut oka właśnie taką merytoryczną dyskusją, jednak bardzo szybko zabiły mnie pseudopsychologiczne analizy, cieszy natomiast jedno - w końcu ktoś zrobił porządny test preferencji na grupie ponad 12 000 osób, bo jakbym przeczytał "kolejny poważny artykuł" z wnioskami na podstawie badań 20 osób to chyba utraciłbym resztę wiary w towarzystwo inżynierów dźwięku.

Na koniec jeszcze podumałbym o innych, pozaformatowych aspektów odsłuchu muzyki, jak jakość kabli (niechętnie, bo ciężko merytorycznie rozmawiać o czymś co nie ma znaczenia) czy o adaptacji pomieszczeń (już dużo chętniej), ale to chyba byłby temat na kolejne artykuły i kilka czar goryczy.

Gwoli podsumowania - nie daj się ogłupić HD formatami i innymi złotymi podstawkami pod kable głośnikowe. Kup w miarę porządny sprzęt, płytę CD za 30 zł, zainwestuj ze 3-4 stówki w trochę materiałów dźwiękochłonnych na ściany i ciesz się muzyką.

Na koniec pozdrawiam serdecznie. Słuchając muzyki w jakże tragicznym formacie, nawet nie mp3, bo streamowanej z mojego telefonu przez bluetooth tragicznej kompresji prosto ze spotifaja. I w dodatku w jaki fatalny sposób kolumny ustawione. Będę się smażył w piekle.